blog jest inspirowany filmem pt.: "Bling Ring" ;3
Ogólnie to miała być taka moja własna 2 część
pozmieniałam jednak bohaterów itd.
A co do rozdziału to trochę krótki, ale postaram się,
żeby kolejne były dłuższe ;p
-----------------------------------------------
To było jak uderzenie gromu. Minął dopiero niecały rok od mojego wyroku, więc możecie sobie wyobrazić jakie było moje zdziwienie kiedy przed moją celą zjawiła się Kelly Morgan, moja adwokat. „Idziemy”, rozkazała. „Że niby gdzie idziemy?”, spytałam samą siebie w myślach i udałam się za kobietą. Przed wyjściem podała mi normalne ubrania. Przebrałam się w szatni i wyszłam, naprawdę wyszłam. Wyszłam z więzienia. Poczułam świeży podmuch wiatru i zrozumiałam że jestem wolna.
- Teraz wrócisz do domu, mama już nie może się doczekać. – oznajmiła Kelly.
Czułam napływające łzy wzruszenia i pragnęłam podziękować za wszystko Morgan, ale nie mogłam bo łzy odebrały mi mowę. W końcu dojechaliśmy do domu. W progu drzwi stała już mama i Sam, oraz moja młodsza siostra Emily. Wybiegłam z auta Kelly i rzuciłam się mamie na szyję. To niesamowite uczucie, znów je wszystkie zobaczyć, stać przed domem i być całkiem wolną. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca w dużym salonie.
- Nicolette, teraz już jesteś wolna. Udało mi się przekonać sąd i tamtych że jesteś niewinna, co nie było rzeczą łatwą bo widać było Cię przecież na nagraniu. Twoją koleżankę Chloe Montez również dzisiaj wypuszczono. Chciałabym Nicky, żebyś nie mieszała się już w sprawy z policją. – mówiła. – To dla Ciebie ogromne niebezpieczeństwo, masz od teraz nieczyste akta i każda akcja może sprowadzić na Ciebie kłopoty. Zajmij się karierą, w porządku?
- Tak. – stwierdziłam. – Dziękuję za wszystko.
- Nie ma za co. W końcu taka moja praca. – uśmiechnęła się lekko. – Miłej wolności.
A potem ścisnęła wszystkie dłonie i wyszła. W salonie nastała niepokojąca cisza, najprawdopodobniej spowodowana tą moją długą nieobecnością.
- Jesteście głodne? – spytała mama, by przerwać niezręczny moment i uśmiecha się.
- Tak. – odpowiedziałyśmy chórem.
- Więc zrobię gofry, Nicky idź odpocząć, nie wyglądasz najlepiej.
Kiwnęłam głową i udałam się do góry do pokoju, który dzieliłam i dalej dzielić będę z Sam. Sam jest moją najlepszą przyjaciółką i znamy się od 3 lat. Moja mama kolegowała się z jej mamą, która była narkomanką alkoholiczką i w końcu bardzo jej odbiło i umarła, więc przygarnęliśmy Sam. To moja jedyna prawdziwa przyjaciółka. Rzuciłam się na łóżko. Ten niecały rok to był najgorszy rok mojego życia. Jak mogłam być taką kretynką i kraść? Pieprzona Rebecca. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy… Tylko skąd mogłam to wiedzieć?! Jakie Sam miała szczęście, że jej nie złapała żadna kamera. Dlaczego ja nie mogłam mieć takiego szczęścia? Sięgnęłam do szafy, było w niej dużo rzeczy kupionych za skradzione pieniądze. Na sam ich widok chciało mi się rzygać, ale przecież nie mogłam ich wyrzucić bo były takie ładne. Jedyne do czego nie straciłam chęci i podziwu podczas siedzenia w pace to były ciuchy i imprezy. Tęskniłam za nimi.
- Hej, jak tam? – przez drzwi weszła Sam.
- Odkąd opuściłam tamto miejsce, to o wiele lepiej. – posłałam jej uśmiech. – Idziemy dzisiaj na imprezę?
- Kelly mówiła przecież żebyś się w nic nie pakowała.
- Chodzenie na imprezy to przecież nie żadne przestępstwo. – mruknęłam i wciągnęłam z szafy czarny top i krótkie spodenki. – Naprawdę Sam. – utwierdziłam ją w moim przekonaniu widząc jej niepewną miną. – Ale jeśli nie chcesz to pójdę sama.
- Nie zostawię Cię samej, nie tym razem. Nie wytrzymam jeśli znów będę musiała Cię stracić.
Rzuciła się na mnie i przytuliła, odwzajemniłam gest. Bardzo mi jej brakowało, bardzo. Gdy odrywamy się od siebie Sam wyciągnęła ze swojej szafy, obcisłą czarną sukienkę. Potem zrobiłyśmy sobie makijaż i udałyśmy się na dół.
- Mamo! – zawołałam. – Idziemy na imprezę!
Mama natychmiastowo pojawiła się w pokoju. Patrzyła na nas niepokojącym wzrokiem. Jasne, że ona nie chce żebyśmy gdziekolwiek się udali, boi się że popadnę ponownie w jakieś złe towarzystwo. Ale wcale nie zamierzałam nikogo poznawać. W ciągu tego roku, w tym okrutnym miejscu jakim jest więzienie nauczyłam się wielu rzeczy, po pierwsze na przykład, że Rebecca to szmata, że kradzież to nie jest fajne zajęcia i nauczyłam się jeszcze jak bardzo kocham mamę, Sam i Emily. A żeby poczuć się naprawdę wolną potrzebuję tej imprezy, muszę trochę wyluzować po roku nic nie robienia.
- Nie wpakuję się w kłopoty, obiecuję. – mówiłam. – Chcę się pobawić, mamo.
- W porządku. Sam miej na nią oko. Dobrze?
Czułam napływające łzy wzruszenia i pragnęłam podziękować za wszystko Morgan, ale nie mogłam bo łzy odebrały mi mowę. W końcu dojechaliśmy do domu. W progu drzwi stała już mama i Sam, oraz moja młodsza siostra Emily. Wybiegłam z auta Kelly i rzuciłam się mamie na szyję. To niesamowite uczucie, znów je wszystkie zobaczyć, stać przed domem i być całkiem wolną. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca w dużym salonie.
- Nicolette, teraz już jesteś wolna. Udało mi się przekonać sąd i tamtych że jesteś niewinna, co nie było rzeczą łatwą bo widać było Cię przecież na nagraniu. Twoją koleżankę Chloe Montez również dzisiaj wypuszczono. Chciałabym Nicky, żebyś nie mieszała się już w sprawy z policją. – mówiła. – To dla Ciebie ogromne niebezpieczeństwo, masz od teraz nieczyste akta i każda akcja może sprowadzić na Ciebie kłopoty. Zajmij się karierą, w porządku?
- Tak. – stwierdziłam. – Dziękuję za wszystko.
- Nie ma za co. W końcu taka moja praca. – uśmiechnęła się lekko. – Miłej wolności.
A potem ścisnęła wszystkie dłonie i wyszła. W salonie nastała niepokojąca cisza, najprawdopodobniej spowodowana tą moją długą nieobecnością.
- Jesteście głodne? – spytała mama, by przerwać niezręczny moment i uśmiecha się.
- Tak. – odpowiedziałyśmy chórem.
- Więc zrobię gofry, Nicky idź odpocząć, nie wyglądasz najlepiej.
Kiwnęłam głową i udałam się do góry do pokoju, który dzieliłam i dalej dzielić będę z Sam. Sam jest moją najlepszą przyjaciółką i znamy się od 3 lat. Moja mama kolegowała się z jej mamą, która była narkomanką alkoholiczką i w końcu bardzo jej odbiło i umarła, więc przygarnęliśmy Sam. To moja jedyna prawdziwa przyjaciółka. Rzuciłam się na łóżko. Ten niecały rok to był najgorszy rok mojego życia. Jak mogłam być taką kretynką i kraść? Pieprzona Rebecca. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy… Tylko skąd mogłam to wiedzieć?! Jakie Sam miała szczęście, że jej nie złapała żadna kamera. Dlaczego ja nie mogłam mieć takiego szczęścia? Sięgnęłam do szafy, było w niej dużo rzeczy kupionych za skradzione pieniądze. Na sam ich widok chciało mi się rzygać, ale przecież nie mogłam ich wyrzucić bo były takie ładne. Jedyne do czego nie straciłam chęci i podziwu podczas siedzenia w pace to były ciuchy i imprezy. Tęskniłam za nimi.
- Hej, jak tam? – przez drzwi weszła Sam.
- Odkąd opuściłam tamto miejsce, to o wiele lepiej. – posłałam jej uśmiech. – Idziemy dzisiaj na imprezę?
- Kelly mówiła przecież żebyś się w nic nie pakowała.
- Chodzenie na imprezy to przecież nie żadne przestępstwo. – mruknęłam i wciągnęłam z szafy czarny top i krótkie spodenki. – Naprawdę Sam. – utwierdziłam ją w moim przekonaniu widząc jej niepewną miną. – Ale jeśli nie chcesz to pójdę sama.
- Nie zostawię Cię samej, nie tym razem. Nie wytrzymam jeśli znów będę musiała Cię stracić.
Rzuciła się na mnie i przytuliła, odwzajemniłam gest. Bardzo mi jej brakowało, bardzo. Gdy odrywamy się od siebie Sam wyciągnęła ze swojej szafy, obcisłą czarną sukienkę. Potem zrobiłyśmy sobie makijaż i udałyśmy się na dół.
- Mamo! – zawołałam. – Idziemy na imprezę!
Mama natychmiastowo pojawiła się w pokoju. Patrzyła na nas niepokojącym wzrokiem. Jasne, że ona nie chce żebyśmy gdziekolwiek się udali, boi się że popadnę ponownie w jakieś złe towarzystwo. Ale wcale nie zamierzałam nikogo poznawać. W ciągu tego roku, w tym okrutnym miejscu jakim jest więzienie nauczyłam się wielu rzeczy, po pierwsze na przykład, że Rebecca to szmata, że kradzież to nie jest fajne zajęcia i nauczyłam się jeszcze jak bardzo kocham mamę, Sam i Emily. A żeby poczuć się naprawdę wolną potrzebuję tej imprezy, muszę trochę wyluzować po roku nic nie robienia.
- Nie wpakuję się w kłopoty, obiecuję. – mówiłam. – Chcę się pobawić, mamo.
- W porządku. Sam miej na nią oko. Dobrze?
- Oczywiście. – zgodziła się
przyjaciółka.
Jeszcze raz obiecałam mamie że w nic się nie wpakuje i razem z Sam
wyszłyśmy z domu. Do naszego ulubionego klubu nocnego jest stąd dość daleko
więc zamówiłyśmy taksówkę. „Club Devil” jest na końcu Los Angeles więc chwilę
jechaliśmy aż zalazłyśmy się na miejscu. W środku roiło się jak zwykle od wielu
znajomych osób. Wśród nich znalazła się także Chloe i Mike, którzy kradli jak
ja i siedzieli. - Nicky! - zawołał Kayle. - Po co tu przyszłaś? Myślałem że chociaż ty masz tyle rozumu, żeby pierwszego dnia po wyjściu z paki nie pokazywać się publicznie. Gliny się tutaj często kręcą.
- Wyganiasz mnie? - uśmiechnęłam się. - Daj spokój, przecież przyszłam się tylko pobawić.
Kayle był wysokim, niezwykle przystojnym blondynem i miał wiele wielbicielek, był także współwłaścicielem tego klubu, bo takim zupełnym właścicielem był Ricky. Ogólnie to Kayle był moim przyjacielem, przed wszystkimi kradzieżami należał do naszej paczki, ale tak się złożyło że po zerwaniu z cudowną szmatą Rebeccą zupełnie odciął się od naszego towarzystwa, tyle że od czasu do czasu normalnie rozmawialiśmy.
Megaa ❤
OdpowiedzUsuń