- Bardzo, jak mogłam być taką kretynką?
Chloe uśmiechnęła się. Ogólnie to była ładną blondynką, a także w sumie dziwką, ale jednak moją najlepszą koleżanką. Obie wleciałyśmy w kradzieże, bo nie zdołałyśmy udowodnić że na kamerach to nie my.
- Marc i Rebecca wyjdą za dwa miesiące. - poinformowała dziewczyna. - Co z tego, że mieli siedzieć 4 lata...
- Żartujesz? - burknęłam. - Ale osobiście mam nadzieję, że jej już nigdy nie zobaczę.
- Ja też. Idziemy tańczyć?
Kiwnęłam głową i poszłyśmy na parkiet potańczyć z jakimiś kolesiami. Sam poszła gdzieś z Robertem, z którym dalej się spotykała. Czułam na sobie wzrok Kayle'a, który tańczył z Cece. Uśmiechnął się widząc że również się na niego patrzę.
- Chloe, zaraz wracam. - powiedziałam do blondynki i poszłam w stronę chłopaka. - Cece? Kolejna?
- Kolejna? - prychnął. - Błagam Cię. Przecież ona przeleciała więcej facetów niż ma włosów na głowie.
Zaśmiałam się krótko.
- Chodźmy po jakiegoś drinka.
Najpierw wypiliśmy jednego kolorowego, potem kolejnego i kolejnego. Po 6 przestałam liczyć. W moich uszach muzyka brzmiała teraz coraz głośniej, a ja pragnęłam tańczyć i wyciągnęłam blondyna za rękę na parkiet. Wirowaliśmy w rytm muzyki dość blisko siebie ciałami, alkohol pulsował w naszych żyłach, więc niczego nieświadoma przybliżyłam się do Kayla i złączyłam nasze usta w pocałunku, a potem już się jakoś samo potoczyło...
***
Obudziłam się następnego dnia. Byłam jednak w zupełnie innym miejscu niż w domu, a w łóżku nie spałam z Sam, właściwie to nic nie pamiętam z wczorajszej imprezy, odwracam głowę i widzę śpiącego Kayla. Wohow ile musiałam wypić? W tamtym momencie chłopak otworzył swoje oczy i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Co robisz w moim łóżku? - spytał.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Ty mi powiedz.
- Pamiętasz coś z wczoraj?
- Nic. - odpowiedziałam. - Pójdę się ubrać.
Zabrałam z podłogi rzeczy i poszłam do łazienki, ale zanim tam trafiłam to trochę minęło i miałam tylko nadzieję, że Kayle mieszka sam. Ubrałam się w wczorajszy strój i uczesałam swoje włosy, a potem zeszłam na dół. W kuchni stał już Kayle i coś tam gotował.
- Będę już szła. - poinformowałam. - Mama będzie się martwić, że znowu w coś wpadłam.
- Ale na śniadanie możesz zostać. - powiedział. - Proszę.
Jego uśmiech i proszące oczy były bardzo przekonujące. Zastanawiam się ile dziewczyn na to nabrał, bo co jak co, ale Kayle nie był niewiniątkiem.
- A co robisz?
- Naleśniki. - poinformował z szerokim uśmiechem.
Fray zdecydowanie za często się uśmiechał, a ja mu zazdrościłam, chciałabym też mieć taki szeroki uśmiech, a on po tylu przejściach potrafi cieszyć się z życia. Ah no tak, bo on był parę razy w więzieniu i też parę razy był oskarżony ale nigdy nie stracił poczucia humoru. Przeważnie siedział za kradzieże i bójki, które doprowadzały do śmierci. Tak... Ja też zastanawiam się jak mogę siedzieć normalnie w domu mordercy, który za samo zabójstwo siedział 2 miesiące. Wiem, jednak że on nie zrobi mi krzywdy, jesteśmy przyjaciółmi.
- Nad czym myślisz? - zainteresował się siadając na przeciwko i podsuwając mi pod nos talerz z naleśnikami.
- Tyle razy byłeś w pace, a pomimo tego poczucie humoru Cię nie opuszcza, jak ty to robisz?
- Życie byłoby nudne, bez żadnego szaleństwa. Siedziałem w więzieniu bo przeżyłem przygodę, zrobiłem coś szalonego i dzięki temu mam dużo wrażeń, więc mam powody do uciechy. - powiedział. - Ty też. Przecież byłaś w domu Paris Hilton.
Zaśmiałam się.
- No tak, masz rację. Dzięki.
A potem zabraliśmy się do jedzenia. W między czasie żartowaliśmy się i śmieliśmy. Po śniadaniu Kayle zawiózł mnie pod dom.
- Dzięki. - powiedziałam.
Chciałam pocałować go w policzek, ale tak się stało że on specjalnie odwrócił głowę i trafiłam w usta.
- Teraz nie ma za co. - zaśmiał się. - Miłego dnia.
- Tobie również. - powiedziałam z uśmiechem.
Nie wysiadłam jeszcze z auta. Chciałam go jeszcze raz posmakować. Oboje odwróciliśmy do siebie i twarzy i złączyliśmy usta. Tak, pocałunków też mi brakowało.
- Pa.
Teraz dopiero wysiadłam i skierowałam się do domu, w salonie czekała już na mnie mama by poinformować jaka to jestem nieodpowiedzialna i ochrzanić że nie wróciłam do domu.
- Nicky! Dziecko, jak ja się martwiłam! Sam wróciła na noc do domu, a Ciebie nie było! Mogłaś chociaż zadzwonić, że zostajesz na noc w klubie! To było bardzo nieodpowiedzialne z Twojej strony! - krzyczała. - A teraz... Hm, chcesz coś zjeść?
- Nie jestem głodna. - mruknęłam. Nie mogłam powiedzieć, że już jadłam bo inaczej wydałby się, że nocowałam u kogoś. - Pójdę się przebrać.
W momencie gdy pojawiłam się na schodach zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się twarz Chloe.
- Hej zdziro! - krzyknęła. - Jak tam noc u Kayla?
- Co? Skąd wiesz?!
- Widziałam jak wychodziliście z klubu. A po za tym wiesz że ja naprawdę myślę, że on na Ciebie leci?
- Niemożliwe. - stwierdziłam. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Jasne. Masz dzisiaj czas? Mogłybyśmy wybrać się na zakupy. Mike też chce.
Słyszałam w słuchawce głosy Mike'a.
- On jest u Ciebie?! - zaśmiałam się. - Rany, nie wiedziałam, że wy ten coś tego.
- OK.
Rozłączyłam się i poszłam do swojego pokoju. Sam wtulała się w poduszkę i słodko spała. Nie chcąc jej budzić wyciągnęłam z szafy biały top osłaniający pół brzucha i krótkie jeansowe spodenki a na nogi założyłam conversy, zabrałam z półki czarne okulary i poszłam do łazienki zrobić nowy makijaż. A potem zeszłam na dół. Mama ćwiczyła właśnie na xboxie.
- Wychodzę - poinformowałam. - Idę spotkać się z... - nie mogłam powiedzieć, że Chloe, bo by mnie nie wypuściła. No dalej wymyśl coś. - Z Shannon.
- W porządku, ale wróć na obiad.
Zgodziłam się i wyszłam z domu. Do centrum nie miałam za daleko. Musiałam przejść przez najpierw przez wielki park na przeciwko mojego domu, a potem przejść obok boiska, między domami i właściwie jestem już w parku którym mamy się spotkać. To jest może z 10 minut drogi, także na pewno spóźnię się, ale nie szkodzi.
- Nicky? - odwróciłam się i zobaczyłam Gusa, mojego byłego. - Nie siedzisz w pudle?
- Nie Twój interes. - warknęłam.
Tak czy inaczej po naszym zerwaniu w dość kiepskim stylu nie odzywaliśmy się do siebie. Kilka dni później Gus już umawiał się z Sierrą, moim największym wrogiem i z tego czego mi wiadomo to są dalej ze sobą. A jak się dowiedziałam w sądzie rok temu osobą która nas wydała była właśnie Sierra Dragon.
- Spokojnie. - mruknął. - Co tam u Ciebie?
- To również nie Twój interes, a teraz wybacz śpieszę się.
Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem udałam się w stronę blondynki, którą widziałam już z daleka. Nad nią stał wysoki blondyn - Mike. Co tego, że właściwie zanim do nich doszłam ponownie zostałam zatrzymana przez tego frajera.
- Nie powinnaś mnie tak traktować, nie zasłużyłem na to. - warknął.
Wybuchnęłam śmiechem, ktoś mi powie jak mogłam umawiać się z takim debilem?!
- Jak ty na to nie zasłużyłeś to ja nie siedziałam w pace. - powiedziałam przez śmiech.
W tamtej chwili podeszli do nas Chloe i Mike.
- Czyli jednak dalej zadajesz się z tą bandą przestępców - mruknął, dosyć nieprzyjaźnie.
- Czy ten kretyn Cię niepokoi Nicky? - spytał Mike, olewając poprzednie słowa Gusa.
- Trochę.
Uśmiechnęłam się. Boostriged (Mike) wymierzył w twarz chłopakowi. Gus zwinął się z bólu. A ja w podziękowaniu przytuliłam przyjaciela. Potem nie zwracając już więcej uwagi na tego popieprzonego chuja poszliśmy na zakupy. Nie myślałam jednak, że ktoś będzie na nas tam czekał...