niedziela, 31 maja 2015

Rozdział drugi

- Nicky, ty tutaj? - obok mnie na sofie usiadła Chloe. Wyglądała trochę gorzej niż ostatnio ją widziałam. - Ja myślałam, że się tutaj nie pojawisz, głupio wyszło z tymi kradzieżami no nie?
- Bardzo, jak mogłam być taką kretynką?
Chloe uśmiechnęła się. Ogólnie to była ładną blondynką, a także w sumie dziwką, ale jednak moją najlepszą koleżanką. Obie wleciałyśmy w kradzieże, bo nie zdołałyśmy udowodnić że na kamerach to nie my.
- Marc i Rebecca wyjdą za dwa miesiące. - poinformowała dziewczyna. - Co z tego, że mieli siedzieć 4 lata...
- Żartujesz? - burknęłam. - Ale osobiście mam nadzieję, że jej już nigdy nie zobaczę.
- Ja też. Idziemy tańczyć?
Kiwnęłam głową i poszłyśmy na parkiet potańczyć z jakimiś kolesiami. Sam poszła gdzieś z Robertem, z którym dalej się spotykała. Czułam na sobie wzrok Kayle'a, który tańczył z Cece. Uśmiechnął się widząc że również się na niego patrzę.
- Chloe, zaraz wracam. - powiedziałam do blondynki i poszłam w stronę chłopaka. - Cece? Kolejna?
- Kolejna? - prychnął. - Błagam Cię. Przecież ona przeleciała więcej facetów niż ma włosów na głowie.
Zaśmiałam się krótko.
- Chodźmy po jakiegoś drinka.
Najpierw wypiliśmy jednego kolorowego, potem kolejnego i kolejnego. Po 6 przestałam liczyć. W moich uszach muzyka brzmiała teraz coraz głośniej, a ja pragnęłam tańczyć i wyciągnęłam blondyna za rękę na parkiet. Wirowaliśmy w rytm muzyki dość blisko siebie ciałami, alkohol pulsował w naszych żyłach, więc niczego nieświadoma przybliżyłam się do Kayla i złączyłam nasze usta w pocałunku, a potem już się jakoś samo potoczyło...

***

Obudziłam się następnego dnia. Byłam jednak w zupełnie innym miejscu niż w domu, a w łóżku nie spałam z Sam, właściwie to nic nie pamiętam z wczorajszej imprezy, odwracam głowę i widzę śpiącego Kayla. Wohow ile musiałam wypić? W tamtym momencie chłopak otworzył swoje oczy i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Co robisz w moim łóżku? - spytał.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Ty mi powiedz.
- Pamiętasz coś z wczoraj?
- Nic. - odpowiedziałam. - Pójdę się ubrać.
Zabrałam z podłogi rzeczy i poszłam do łazienki, ale zanim tam trafiłam to trochę minęło i miałam tylko nadzieję, że Kayle mieszka sam. Ubrałam się w wczorajszy strój i uczesałam swoje włosy, a potem zeszłam na dół. W kuchni stał już Kayle i coś tam gotował.
- Będę już szła. - poinformowałam. - Mama będzie się martwić, że znowu w coś wpadłam.
- Ale na śniadanie możesz zostać. - powiedział. - Proszę.
Jego uśmiech i proszące oczy były bardzo przekonujące. Zastanawiam się ile dziewczyn na to nabrał, bo co jak co, ale Kayle nie był niewiniątkiem.
- A co robisz?
- Naleśniki. - poinformował z szerokim uśmiechem.
Fray zdecydowanie za często się uśmiechał, a ja mu zazdrościłam, chciałabym też mieć taki szeroki uśmiech, a on po tylu przejściach potrafi cieszyć się z życia. Ah no tak, bo on był parę razy w więzieniu i też parę razy był oskarżony ale nigdy nie stracił poczucia humoru. Przeważnie siedział za kradzieże i bójki, które doprowadzały do śmierci. Tak... Ja też zastanawiam się jak mogę siedzieć normalnie w domu mordercy, który za samo zabójstwo siedział 2 miesiące. Wiem, jednak że on nie zrobi mi krzywdy, jesteśmy przyjaciółmi.
- Nad czym myślisz? - zainteresował się siadając na przeciwko i podsuwając mi pod nos talerz z naleśnikami.
- Tyle razy byłeś w pace, a pomimo tego poczucie humoru Cię nie opuszcza, jak ty to robisz?
- Życie byłoby nudne, bez żadnego szaleństwa. Siedziałem w więzieniu bo przeżyłem przygodę, zrobiłem coś szalonego i dzięki temu mam dużo wrażeń, więc mam powody do uciechy. - powiedział. - Ty też. Przecież byłaś w domu Paris Hilton.
Zaśmiałam się.
- No tak, masz rację. Dzięki.
A potem zabraliśmy się do jedzenia. W między czasie żartowaliśmy się i śmieliśmy. Po śniadaniu Kayle zawiózł mnie pod dom.
- Dzięki. - powiedziałam.
Chciałam pocałować go w policzek, ale tak się stało że on specjalnie odwrócił głowę i trafiłam w usta.
- Teraz nie ma za co. - zaśmiał się. - Miłego dnia.
- Tobie również. - powiedziałam z uśmiechem.
Nie wysiadłam jeszcze z auta. Chciałam go jeszcze raz posmakować. Oboje odwróciliśmy do siebie i twarzy i złączyliśmy usta. Tak, pocałunków też mi brakowało.
- Pa.
Teraz dopiero wysiadłam i skierowałam się do domu, w salonie czekała już na mnie mama by poinformować jaka to jestem nieodpowiedzialna i ochrzanić że nie wróciłam do domu.
- Nicky! Dziecko, jak ja się martwiłam! Sam wróciła na noc do domu, a Ciebie nie było! Mogłaś chociaż zadzwonić, że zostajesz na noc w klubie! To było bardzo nieodpowiedzialne z Twojej strony! - krzyczała. - A teraz... Hm, chcesz coś zjeść?
- Nie jestem głodna. - mruknęłam. Nie mogłam powiedzieć, że już jadłam bo inaczej wydałby się, że nocowałam u kogoś.  - Pójdę się przebrać.
W momencie gdy pojawiłam się na schodach zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się twarz Chloe.
- Hej zdziro! - krzyknęła. - Jak tam noc u Kayla?
- Co? Skąd wiesz?!
- Widziałam jak wychodziliście z klubu. A po za tym wiesz że ja naprawdę myślę, że on na Ciebie leci?
- Niemożliwe. - stwierdziłam. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Jasne. Masz dzisiaj czas? Mogłybyśmy wybrać się na zakupy. Mike też chce.
Słyszałam w słuchawce głosy Mike'a.
- On jest u Ciebie?! - zaśmiałam się. - Rany, nie wiedziałam, że wy ten coś tego.
- OK.
Rozłączyłam się i poszłam do swojego pokoju. Sam wtulała się w poduszkę i słodko spała. Nie chcąc jej budzić wyciągnęłam z szafy biały top osłaniający pół brzucha i krótkie jeansowe spodenki a na nogi założyłam conversy, zabrałam z półki czarne okulary i poszłam do łazienki zrobić nowy makijaż. A potem zeszłam na dół. Mama ćwiczyła właśnie na xboxie.
- Wychodzę - poinformowałam. - Idę spotkać się z... - nie mogłam powiedzieć, że Chloe, bo by mnie nie wypuściła. No dalej wymyśl coś. - Z Shannon.
- W porządku, ale wróć na obiad.
Zgodziłam się i wyszłam z domu. Do centrum nie miałam za daleko. Musiałam przejść przez najpierw przez wielki park na przeciwko mojego domu, a potem przejść obok boiska, między domami i właściwie jestem już w parku którym mamy się spotkać. To jest może z 10 minut drogi, także na pewno spóźnię się, ale nie szkodzi.
- Nicky? - odwróciłam się i zobaczyłam Gusa, mojego byłego. - Nie siedzisz w pudle?
- Nie Twój interes. - warknęłam.
Tak czy inaczej po naszym zerwaniu w dość kiepskim stylu nie odzywaliśmy się do siebie. Kilka dni później Gus już umawiał się z Sierrą, moim największym wrogiem i z tego czego mi wiadomo to są dalej ze sobą. A jak się dowiedziałam w sądzie rok temu osobą która nas wydała była właśnie Sierra Dragon.
- Spokojnie. - mruknął. - Co tam u Ciebie?
- To również nie Twój interes, a teraz wybacz śpieszę się.

Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem udałam się w stronę blondynki, którą widziałam już z daleka. Nad nią stał wysoki blondyn - Mike. Co tego, że właściwie zanim do nich doszłam ponownie zostałam zatrzymana przez tego frajera.
- Nie powinnaś mnie tak traktować, nie zasłużyłem na to. - warknął.
Wybuchnęłam śmiechem, ktoś mi powie jak mogłam umawiać się z takim debilem?!
- Jak ty na to nie zasłużyłeś to ja nie siedziałam w pace. - powiedziałam przez śmiech.
W tamtej chwili podeszli do nas Chloe i Mike.
- Czyli jednak dalej zadajesz się z tą bandą przestępców - mruknął, dosyć nieprzyjaźnie.
- Czy ten kretyn Cię niepokoi Nicky? - spytał Mike, olewając poprzednie słowa Gusa.
- Trochę.
Uśmiechnęłam się. Boostriged (Mike) wymierzył w twarz chłopakowi. Gus zwinął się z bólu. A ja w podziękowaniu przytuliłam przyjaciela. Potem nie zwracając już więcej uwagi na tego popieprzonego chuja poszliśmy na zakupy. Nie myślałam jednak, że ktoś będzie na nas tam czekał...

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział pierwszy

Hej, bo chciałam tylko powiedzieć, że
blog jest inspirowany filmem pt.: "Bling Ring" ;3
Ogólnie to miała być taka moja własna 2 część
pozmieniałam jednak bohaterów itd.

A co do rozdziału to trochę krótki, ale postaram się,
żeby kolejne były dłuższe ;p
-----------------------------------------------

To było jak uderzenie gromu. Minął dopiero niecały rok od mojego wyroku, więc możecie sobie wyobrazić jakie było moje zdziwienie kiedy przed moją celą zjawiła się Kelly Morgan, moja adwokat. „Idziemy”, rozkazała. „Że niby gdzie idziemy?”, spytałam samą siebie w myślach i  udałam się za kobietą. Przed wyjściem podała mi normalne ubrania. Przebrałam się w szatni i wyszłam, naprawdę wyszłam. Wyszłam z więzienia. Poczułam świeży podmuch wiatru i zrozumiałam że jestem wolna.   
- Teraz wrócisz do domu, mama już nie może się doczekać. – oznajmiła Kelly.
Czułam napływające łzy wzruszenia i pragnęłam podziękować za wszystko Morgan, ale nie mogłam bo łzy odebrały mi mowę. W końcu dojechaliśmy do domu. W progu drzwi stała już mama i Sam, oraz moja młodsza siostra Emily. Wybiegłam z auta Kelly i rzuciłam się mamie na szyję. To niesamowite uczucie, znów je wszystkie zobaczyć, stać przed domem i być całkiem wolną. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca w dużym salonie.
- Nicolette, teraz już jesteś wolna. Udało mi się  przekonać sąd i tamtych że jesteś niewinna, co nie było rzeczą łatwą bo widać było Cię przecież na nagraniu. Twoją koleżankę Chloe Montez również dzisiaj wypuszczono. Chciałabym Nicky, żebyś nie mieszała się już w sprawy z policją. – mówiła. – To dla Ciebie ogromne niebezpieczeństwo, masz od teraz nieczyste akta i każda akcja może sprowadzić na Ciebie kłopoty. Zajmij się karierą, w porządku?
- Tak. – stwierdziłam. – Dziękuję za wszystko.
- Nie ma za co. W końcu taka moja praca. – uśmiechnęła się lekko. – Miłej wolności.
A potem ścisnęła wszystkie dłonie i wyszła. W salonie nastała niepokojąca cisza, najprawdopodobniej spowodowana tą moją długą nieobecnością.
- Jesteście głodne? – spytała mama, by przerwać niezręczny moment i uśmiecha się.
- Tak. – odpowiedziałyśmy chórem.
- Więc zrobię gofry, Nicky idź odpocząć, nie wyglądasz najlepiej.
Kiwnęłam głową i udałam się do góry do pokoju, który dzieliłam i dalej dzielić będę z Sam. Sam jest moją najlepszą przyjaciółką i znamy się od 3 lat. Moja mama kolegowała się z jej mamą, która była narkomanką alkoholiczką i w końcu bardzo jej odbiło i umarła, więc przygarnęliśmy Sam. To moja jedyna prawdziwa przyjaciółka. Rzuciłam się na łóżko. Ten niecały rok to był najgorszy rok mojego życia. Jak mogłam być taką kretynką i kraść? Pieprzona Rebecca. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy… Tylko skąd mogłam to wiedzieć?! Jakie Sam miała szczęście, że jej nie złapała żadna kamera. Dlaczego ja nie mogłam mieć takiego szczęścia? Sięgnęłam do szafy, było w niej dużo rzeczy kupionych za skradzione pieniądze. Na sam ich widok chciało mi się rzygać, ale przecież nie mogłam ich wyrzucić bo były takie ładne. Jedyne do czego nie straciłam chęci i podziwu podczas siedzenia w pace to były ciuchy i imprezy. Tęskniłam za nimi.
- Hej, jak tam? – przez drzwi weszła Sam.
- Odkąd opuściłam tamto miejsce, to o wiele lepiej. – posłałam jej uśmiech. – Idziemy dzisiaj na imprezę?
- Kelly mówiła przecież żebyś się w nic nie pakowała.
- Chodzenie na imprezy to przecież nie żadne przestępstwo. – mruknęłam i wciągnęłam z szafy czarny top i krótkie spodenki. – Naprawdę Sam. – utwierdziłam ją w moim przekonaniu widząc jej niepewną miną. – Ale jeśli nie chcesz to pójdę sama.
- Nie zostawię Cię samej, nie tym razem. Nie wytrzymam jeśli znów będę musiała Cię stracić.
Rzuciła się na mnie i przytuliła, odwzajemniłam gest. Bardzo mi jej brakowało, bardzo. Gdy odrywamy się od siebie Sam wyciągnęła ze swojej szafy, obcisłą czarną sukienkę. Potem zrobiłyśmy sobie makijaż i udałyśmy się na dół.
- Mamo! – zawołałam. – Idziemy na imprezę!
Mama natychmiastowo pojawiła się w pokoju. Patrzyła na nas niepokojącym wzrokiem. Jasne, że ona nie chce żebyśmy gdziekolwiek się udali, boi się że popadnę ponownie w jakieś złe towarzystwo. Ale wcale nie zamierzałam nikogo poznawać. W ciągu tego roku, w tym okrutnym miejscu jakim jest więzienie nauczyłam się wielu rzeczy, po pierwsze na przykład, że Rebecca to szmata, że kradzież to nie jest fajne zajęcia i nauczyłam się jeszcze jak bardzo kocham mamę, Sam i Emily. A żeby poczuć się naprawdę wolną potrzebuję tej imprezy, muszę trochę wyluzować po roku nic nie robienia.
- Nie wpakuję się w kłopoty, obiecuję. – mówiłam. – Chcę się pobawić, mamo.
- W porządku. Sam miej na nią oko. Dobrze?
- Oczywiście. – zgodziła się przyjaciółka.
Jeszcze raz obiecałam mamie że w nic się nie wpakuje i razem z Sam wyszłyśmy z domu. Do naszego ulubionego klubu nocnego jest stąd dość daleko więc zamówiłyśmy taksówkę. „Club Devil” jest na końcu Los Angeles więc chwilę jechaliśmy aż zalazłyśmy się na miejscu. W środku roiło się jak zwykle od wielu znajomych osób. Wśród nich znalazła się także Chloe i Mike, którzy kradli jak ja i siedzieli. 
- Nicky! - zawołał Kayle. - Po co tu przyszłaś? Myślałem że chociaż ty masz tyle rozumu, żeby pierwszego dnia po wyjściu z paki nie pokazywać się publicznie. Gliny się tutaj często kręcą. 
- Wyganiasz mnie? - uśmiechnęłam się. - Daj spokój, przecież przyszłam się tylko pobawić. 
Kayle był wysokim, niezwykle przystojnym blondynem i miał wiele wielbicielek, był także współwłaścicielem tego klubu, bo takim zupełnym właścicielem był Ricky. Ogólnie to Kayle był moim przyjacielem, przed wszystkimi kradzieżami należał do naszej paczki, ale tak się złożyło że po zerwaniu z cudowną szmatą Rebeccą zupełnie odciął się od naszego towarzystwa, tyle że od czasu do czasu normalnie rozmawialiśmy. 

niedziela, 24 maja 2015

Prolog

Rok wcześniej

Nie mogę w to uwierzyć! To naprawdę się stało. Dzisiaj, zaraz mam stanąć przed sądem razem z Chloe, Rebbecą, Mike'iem, Marciem i Robertem. Miałam zostać osądzona o kradzież, której faktycznie dokonałam. Tyle, że mogłam się domyślić! Mogłam ogarnąć że kamery mogą nas przyłapać. Jak można być taką kretynką?!
- Masz szczęście. - powiedziałam do Sam.
- Szkoda że ty nie.
Uśmiechnęłam się smutno. Byłam prawie pewna, że uznają mnie winną, chciałabym się pomylić... Wsiadłyśmy do auta mamy i udaliśmy się pod sąd. Było tam pełno kamerzystów i dziennikarzy. Trudno było więc przepchać się do wejścia bez pytań i zdjęć.
- Mów prawdę Nicky. - pouczyła mnie jeszcze adwokat. - Będę walczyć o jak najniższy wyrok dla Ciebie.
Kiwnęłam głową na znak zgody. Bliska płaczu weszłam na salę rozpraw i zajęłam miejsce obok Marca i Rebbecy (głupia suka).


*****

Rozprawa dobiegła końca. 
Jestem winna. 
Winna.
Winna.
Winna.
Głos sądu echem odbijał się w mojej głowie. Jestem prawie pewna, że nie tylko w mojej.
"Nicolette Moor uznana winną jednokrotnego włamania, skazuję Cię na rok więzienia"
Rok?!
Przecież nie możliwe, żebym przeżyła tam rok.
Z płaczem żegnam się z Sam, Emily i mamą a następnie wraz z policjantami udaję się do radiowozu. Właśnie zostałam pozbawiona wolności. Na cały, calutki rok. Że ten przyszło mi kraść!