Na jednej z ławek siedział Kayle. Ale nie sam. Miejsce obok zajmowali Greg i Katie. Greg jak prawie każdy z moich znajomych był dosyć przystojny. Wysoki brunet, o dziwnie ładnych szarych oczach. Był naprawdę fajnym kolesiem, zawsze mówił to co myślał, a jeśli chodziło o jego osobę, to był mało skromny. Katie, ładna blondynka o niebieskich oczach. Na ogół bardzo miła, ale w momencie gdy ktoś ją zdenerwuje potrafi pokazać pazurki.
- NICKY! MIKE! CHLOE! PRZYJACIELE! - wydarł się Greg na całe centrum.
Podeszłam do niego by się przywitać i przy okazji walnąć go w brzuch za ten wygłup. Nie chcę zwracać na siebie uwagi.
- Misia moja - przytulił mnie do swojego torsu. - Biedactwo kochane, siedziało za kratami. Tęskniło, płakało, ojojoj. Już dobrze, dobrze.
Zaczął mnie głaskać po głowie. Odepchnęłam go całej siły i walnęłam go otwartą dłonią w czoło.
- Walnij się. - powiedziałam.
- Już to zrobiłaś.
Uśmiech wpełzł na jego twarz i jeszcze raz mnie do siebie przyciągnął. Potem zechciał przywitać się z Chloe i Mike'iem, a ja mogłam przytulić Katie i Kayla. Kat i Fray mieli ze sobą parę razy. Taki romans. Nie wiem czy dalej to robią, ale wygląda na to że sprawy się pokomplikowały.
- Do KFC? - zaproponował Mike.
- Okej. - zgodziliśmy się chóralnie.
Lecz w tamtym momencie tuż przed nami pojawiła się Sierra Dragon. Najgorsza osoba jaką w życiu spotkałam, oraz Gus.
- Czego? - warknął Greg.
Pucket prychnął. A Dragon zrobiła maślane oczy do Kayla. On odwrócił głowę jakby bał się czyjeś reakcji. Potem blondi po prostu do niego podeszła i pocałowała go. Gus właściwie nie zrobił sobie nic z tego. Stał tylko. Może oni nie są już razem? Tak czy inaczej poczułam dziwne uczucie na widok tych dwojga, a Gus mógł odciągnąć tę szmatę. Ale to nie mogła być zazdrość.
- Sierra - odepchnął ją. - Możemy pogadać na osobności? - spojrzał w jej oczy. - Spotkamy się w KFC. - zwrócił się do nas.
Katie skinęła głową a potem poszli do przodu. Skorzystałam z okazji, że nikt na mnie nie patrzy i schowałam się za wielkim kwiatem, przed którym rozmawiali Kayle i Sierra.
- To co było między nami to koniec, rozumiesz? - spytał Fray.
- To co nas łączy to coś wielkiego.
Kayle chciał wybuchnąć śmiechem, ale ja uważnie nasłuchiwałam. Ich coś łączyło.
- NIC NAS NIE ŁĄCZY.
- Łączą nas te wspólnie spędzone chwile, te cudowne noce, śniadania... Kayle nie możesz mnie tak po prostu zostawić.
Miałam wrażenie że Dragon zaraz się rozpłacze.
- I co z tego? - warknął. - Nie należysz już do mojego świata. Daj spokój Sierra! MIĘDZY NAMI KONIEC.
- Czy to przez tą szmatę?
- Nie mów tak o niej. - syknął. - Zostaw mnie w spokoju.
A potem odszedł.
- Jeśli nie możesz być ze mną to z nią też nie będziesz. - mruknęła sama do siebie.
Nie mogłam jej na to pozwolić. Kayle był moim przyjacielem i powinnam mu pomóc. Ale sam fakt, że on kogoś ma, lub chcieć chce jest trochę bolesny. ALE NA PEWNO NIE CHODZI O ZAZDROŚĆ! Ja nie jestem przecież zazdrosna. Wyszłam zza kwiata i poszłam w stronę restauracji.
- Ni, gdzie byłaś? - spytał Mike kiedy znalazłam się przy stoliku.
Zajęłam miejsce obok Chloe i na przeciwko Kayla.
- Zajrzałam de sklepu z butami. - skłamałam i nerwowo spojrzałam na Kayla, a potem na Grega. Jedyny koleś który potrafił wyczytywać czy kłamię.
Pokręcił krzywo głową, ale dzięki Bogu się nie odezwał. Zaczęliśmy wszyscy rozmawiać o filmach, o imprezach, wspominaliśmy czasy, a przede wszystkim o naszym wyjeździe. Planujemy wyjechać na biwak nad morze.
- A kiedy? - zainteresowałam się. - 19 wyjeżdżamy do Hiszpanii.
Moja mama zaplanowała sobie czas wolny od 19 lipca do 19 sierpnia. Ma jechać do swojego nowego chłopaka w Londynie, my stanowczo odmówiłyśmy temu wyjazdowi i mama musiała zadzwonić do taty. Mama i tata rozstali się 4 lata temu, miałam wtedy 13 lat. Nie układało im się najlepiej, ciągle się kłócili, nawet o najmniejsze drobnostki. Zrozumiałam kiedy się rozwiedli i "pozwoliłam" bo tak naprawdę miałam mało do gadania wyjechać tacie do Madrytu. Tak czy inaczej ojciec zgodził się byśmy przyjechały do niego na te wakacje, powiedział również że mogę zabrać ze sobą przyjaciół no i zabieram. Chloe, Kayla, Grega i Mike'a. Samantha wlicza się w rodzinę.
- To jedźmy 10. - powiedział Mike. - Jedziemy na 5 dni, więc w między czasie będziemy mogli się jeszcze spakować.
- Jak dla mnie okej. - stwierdziła Chloe.
A potem reszta również wyraziła na to zgodę. Po KFC poszliśmy na lody. Później musiałam iść zobaczyć za nowym strojem kąpielowym, okularami przeciwsłonecznymi i kilkoma nowymi ciuchami. Fray powiedział, że może mi potowarzyszyć.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
Najpierw poszliśmy po okulary, przyjaciel pomógł mi wybrać i sobie też jedne kupił. Potem na chwilę wstąpiliśmy do sklepu z butami. Kupiłam sobie nowe japonki i jedne wzięłam też dla Sam. Dalej skierowaliśmy się ku sklepowi ze strojami kąpielowymi. Towarzystwo Kayla było trochę krępujące. Ale tylko trochę. Tutaj też pomógł mi wybrać dobry strój, rzucając we mnie komplementami. Wzięłam też jeden dla Sam. A potem wstąpiliśmy jeszcze do sklepu z odzieżą. Kupiłam sobie dwie pary krótkich shortów, jedną bluzkę z tygrysem, drugą z napisem "I'm free", trzecią odsłaniającą pół brzucha, z brylancikami przy dekolcie. A potem poszliśmy do wypożyczali filmów.
- Hej, może wpadniesz dzisiaj do mnie na film? Jak przyjaciele. - zaproponował.
- No jasne. Co bierzemy?
- Pomyślałem o jakimś horrorze. Na przykład "Obecność".
- Okej. - powiedziałam. - A potem możemy zobaczyć Igrzyska Śmierci.
- Dobra, a po Igrzyskach może jakąś komedię?
- Tak.
Wzięliśmy filmy i wyszliśmy. Ale zajrzeliśmy jeszcze do sklepu z kosmetykami. Wzięłam żel pod prysznic, krem na pryszcze, maskarę i e-linera.
- Po co ci tyle tego wszystkiego? - narzekał Kayle*. - Przecież naturalnie jesteś piękna.
- Oh dziękuję. - zarumieniłam się lekko. - Ale w makijażu czuję się pewniej.
- Skoro tak - wzruszył ramionami.
- Kayle. - zatrzymałam go na chwilę. To był dobry moment by zapytać go o rozmowę z Sierrą. - Co Cię łączy z Dragon?
Jego spojrzenie sprawiło, że rozerwało mnie od środka. Otóż dlatego, że widziałam ból w jego oczach.
- Już nic. Dlaczego pytasz?
Pokręciłam głową. Dlaczego tak bardzo go zabolało kiedy o nią spytałam? Może on ją kocha? A tam co mówił to po prostu oszukiwał ją i samego siebie.
- O jaką szmatę jej chodziło? - wymskło mi się. Teraz się tłumacz Moor!
- Podsłuchiwałaś?
- Przepraszam. Tak wyszło, ja wcale nie chciałam...
Ale ku mojemu zdziwieniu on uśmiechnął się szeroko. Nic nie powiedział, pociągnął mnie tylko za rękę w stronę naszych przyjaciół. Spojrzałam na niego, a on dalej się uśmiechał. Przecież właśnie przyznałam się, że podsłuchałam jego rozmowę.
--------------------------
* Kajl
czwartek, 4 czerwca 2015
niedziela, 31 maja 2015
Rozdział drugi
- Nicky, ty tutaj? - obok mnie na sofie usiadła Chloe. Wyglądała trochę gorzej niż ostatnio ją widziałam. - Ja myślałam, że się tutaj nie pojawisz, głupio wyszło z tymi kradzieżami no nie?
- Bardzo, jak mogłam być taką kretynką?
Chloe uśmiechnęła się. Ogólnie to była ładną blondynką, a także w sumie dziwką, ale jednak moją najlepszą koleżanką. Obie wleciałyśmy w kradzieże, bo nie zdołałyśmy udowodnić że na kamerach to nie my.
- Marc i Rebecca wyjdą za dwa miesiące. - poinformowała dziewczyna. - Co z tego, że mieli siedzieć 4 lata...
- Żartujesz? - burknęłam. - Ale osobiście mam nadzieję, że jej już nigdy nie zobaczę.
- Ja też. Idziemy tańczyć?
Kiwnęłam głową i poszłyśmy na parkiet potańczyć z jakimiś kolesiami. Sam poszła gdzieś z Robertem, z którym dalej się spotykała. Czułam na sobie wzrok Kayle'a, który tańczył z Cece. Uśmiechnął się widząc że również się na niego patrzę.
- Chloe, zaraz wracam. - powiedziałam do blondynki i poszłam w stronę chłopaka. - Cece? Kolejna?
- Kolejna? - prychnął. - Błagam Cię. Przecież ona przeleciała więcej facetów niż ma włosów na głowie.
Zaśmiałam się krótko.
- Chodźmy po jakiegoś drinka.
Najpierw wypiliśmy jednego kolorowego, potem kolejnego i kolejnego. Po 6 przestałam liczyć. W moich uszach muzyka brzmiała teraz coraz głośniej, a ja pragnęłam tańczyć i wyciągnęłam blondyna za rękę na parkiet. Wirowaliśmy w rytm muzyki dość blisko siebie ciałami, alkohol pulsował w naszych żyłach, więc niczego nieświadoma przybliżyłam się do Kayla i złączyłam nasze usta w pocałunku, a potem już się jakoś samo potoczyło...
***
Obudziłam się następnego dnia. Byłam jednak w zupełnie innym miejscu niż w domu, a w łóżku nie spałam z Sam, właściwie to nic nie pamiętam z wczorajszej imprezy, odwracam głowę i widzę śpiącego Kayla. Wohow ile musiałam wypić? W tamtym momencie chłopak otworzył swoje oczy i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Co robisz w moim łóżku? - spytał.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Ty mi powiedz.
- Pamiętasz coś z wczoraj?
- Nic. - odpowiedziałam. - Pójdę się ubrać.
Zabrałam z podłogi rzeczy i poszłam do łazienki, ale zanim tam trafiłam to trochę minęło i miałam tylko nadzieję, że Kayle mieszka sam. Ubrałam się w wczorajszy strój i uczesałam swoje włosy, a potem zeszłam na dół. W kuchni stał już Kayle i coś tam gotował.
- Będę już szła. - poinformowałam. - Mama będzie się martwić, że znowu w coś wpadłam.
- Ale na śniadanie możesz zostać. - powiedział. - Proszę.
Jego uśmiech i proszące oczy były bardzo przekonujące. Zastanawiam się ile dziewczyn na to nabrał, bo co jak co, ale Kayle nie był niewiniątkiem.
- A co robisz?
- Naleśniki. - poinformował z szerokim uśmiechem.
Fray zdecydowanie za często się uśmiechał, a ja mu zazdrościłam, chciałabym też mieć taki szeroki uśmiech, a on po tylu przejściach potrafi cieszyć się z życia. Ah no tak, bo on był parę razy w więzieniu i też parę razy był oskarżony ale nigdy nie stracił poczucia humoru. Przeważnie siedział za kradzieże i bójki, które doprowadzały do śmierci. Tak... Ja też zastanawiam się jak mogę siedzieć normalnie w domu mordercy, który za samo zabójstwo siedział 2 miesiące. Wiem, jednak że on nie zrobi mi krzywdy, jesteśmy przyjaciółmi.
- Nad czym myślisz? - zainteresował się siadając na przeciwko i podsuwając mi pod nos talerz z naleśnikami.
- Tyle razy byłeś w pace, a pomimo tego poczucie humoru Cię nie opuszcza, jak ty to robisz?
- Życie byłoby nudne, bez żadnego szaleństwa. Siedziałem w więzieniu bo przeżyłem przygodę, zrobiłem coś szalonego i dzięki temu mam dużo wrażeń, więc mam powody do uciechy. - powiedział. - Ty też. Przecież byłaś w domu Paris Hilton.
Zaśmiałam się.
- No tak, masz rację. Dzięki.
A potem zabraliśmy się do jedzenia. W między czasie żartowaliśmy się i śmieliśmy. Po śniadaniu Kayle zawiózł mnie pod dom.
- Dzięki. - powiedziałam.
Chciałam pocałować go w policzek, ale tak się stało że on specjalnie odwrócił głowę i trafiłam w usta.
- Teraz nie ma za co. - zaśmiał się. - Miłego dnia.
- Tobie również. - powiedziałam z uśmiechem.
Nie wysiadłam jeszcze z auta. Chciałam go jeszcze raz posmakować. Oboje odwróciliśmy do siebie i twarzy i złączyliśmy usta. Tak, pocałunków też mi brakowało.
- Pa.
Teraz dopiero wysiadłam i skierowałam się do domu, w salonie czekała już na mnie mama by poinformować jaka to jestem nieodpowiedzialna i ochrzanić że nie wróciłam do domu.
- Nicky! Dziecko, jak ja się martwiłam! Sam wróciła na noc do domu, a Ciebie nie było! Mogłaś chociaż zadzwonić, że zostajesz na noc w klubie! To było bardzo nieodpowiedzialne z Twojej strony! - krzyczała. - A teraz... Hm, chcesz coś zjeść?
- Nie jestem głodna. - mruknęłam. Nie mogłam powiedzieć, że już jadłam bo inaczej wydałby się, że nocowałam u kogoś. - Pójdę się przebrać.
W momencie gdy pojawiłam się na schodach zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się twarz Chloe.
- Hej zdziro! - krzyknęła. - Jak tam noc u Kayla?
- Co? Skąd wiesz?!
- Widziałam jak wychodziliście z klubu. A po za tym wiesz że ja naprawdę myślę, że on na Ciebie leci?
- Niemożliwe. - stwierdziłam. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Jasne. Masz dzisiaj czas? Mogłybyśmy wybrać się na zakupy. Mike też chce.
Słyszałam w słuchawce głosy Mike'a.
- On jest u Ciebie?! - zaśmiałam się. - Rany, nie wiedziałam, że wy ten coś tego.
- OK.
Rozłączyłam się i poszłam do swojego pokoju. Sam wtulała się w poduszkę i słodko spała. Nie chcąc jej budzić wyciągnęłam z szafy biały top osłaniający pół brzucha i krótkie jeansowe spodenki a na nogi założyłam conversy, zabrałam z półki czarne okulary i poszłam do łazienki zrobić nowy makijaż. A potem zeszłam na dół. Mama ćwiczyła właśnie na xboxie.
- Wychodzę - poinformowałam. - Idę spotkać się z... - nie mogłam powiedzieć, że Chloe, bo by mnie nie wypuściła. No dalej wymyśl coś. - Z Shannon.
- W porządku, ale wróć na obiad.
Zgodziłam się i wyszłam z domu. Do centrum nie miałam za daleko. Musiałam przejść przez najpierw przez wielki park na przeciwko mojego domu, a potem przejść obok boiska, między domami i właściwie jestem już w parku którym mamy się spotkać. To jest może z 10 minut drogi, także na pewno spóźnię się, ale nie szkodzi.
- Nicky? - odwróciłam się i zobaczyłam Gusa, mojego byłego. - Nie siedzisz w pudle?
- Nie Twój interes. - warknęłam.
Tak czy inaczej po naszym zerwaniu w dość kiepskim stylu nie odzywaliśmy się do siebie. Kilka dni później Gus już umawiał się z Sierrą, moim największym wrogiem i z tego czego mi wiadomo to są dalej ze sobą. A jak się dowiedziałam w sądzie rok temu osobą która nas wydała była właśnie Sierra Dragon.
- Spokojnie. - mruknął. - Co tam u Ciebie?
- To również nie Twój interes, a teraz wybacz śpieszę się.
- Bardzo, jak mogłam być taką kretynką?
Chloe uśmiechnęła się. Ogólnie to była ładną blondynką, a także w sumie dziwką, ale jednak moją najlepszą koleżanką. Obie wleciałyśmy w kradzieże, bo nie zdołałyśmy udowodnić że na kamerach to nie my.
- Marc i Rebecca wyjdą za dwa miesiące. - poinformowała dziewczyna. - Co z tego, że mieli siedzieć 4 lata...
- Żartujesz? - burknęłam. - Ale osobiście mam nadzieję, że jej już nigdy nie zobaczę.
- Ja też. Idziemy tańczyć?
Kiwnęłam głową i poszłyśmy na parkiet potańczyć z jakimiś kolesiami. Sam poszła gdzieś z Robertem, z którym dalej się spotykała. Czułam na sobie wzrok Kayle'a, który tańczył z Cece. Uśmiechnął się widząc że również się na niego patrzę.
- Chloe, zaraz wracam. - powiedziałam do blondynki i poszłam w stronę chłopaka. - Cece? Kolejna?
- Kolejna? - prychnął. - Błagam Cię. Przecież ona przeleciała więcej facetów niż ma włosów na głowie.
Zaśmiałam się krótko.
- Chodźmy po jakiegoś drinka.
Najpierw wypiliśmy jednego kolorowego, potem kolejnego i kolejnego. Po 6 przestałam liczyć. W moich uszach muzyka brzmiała teraz coraz głośniej, a ja pragnęłam tańczyć i wyciągnęłam blondyna za rękę na parkiet. Wirowaliśmy w rytm muzyki dość blisko siebie ciałami, alkohol pulsował w naszych żyłach, więc niczego nieświadoma przybliżyłam się do Kayla i złączyłam nasze usta w pocałunku, a potem już się jakoś samo potoczyło...
***
Obudziłam się następnego dnia. Byłam jednak w zupełnie innym miejscu niż w domu, a w łóżku nie spałam z Sam, właściwie to nic nie pamiętam z wczorajszej imprezy, odwracam głowę i widzę śpiącego Kayla. Wohow ile musiałam wypić? W tamtym momencie chłopak otworzył swoje oczy i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Co robisz w moim łóżku? - spytał.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Ty mi powiedz.
- Pamiętasz coś z wczoraj?
- Nic. - odpowiedziałam. - Pójdę się ubrać.
Zabrałam z podłogi rzeczy i poszłam do łazienki, ale zanim tam trafiłam to trochę minęło i miałam tylko nadzieję, że Kayle mieszka sam. Ubrałam się w wczorajszy strój i uczesałam swoje włosy, a potem zeszłam na dół. W kuchni stał już Kayle i coś tam gotował.
- Będę już szła. - poinformowałam. - Mama będzie się martwić, że znowu w coś wpadłam.
- Ale na śniadanie możesz zostać. - powiedział. - Proszę.
Jego uśmiech i proszące oczy były bardzo przekonujące. Zastanawiam się ile dziewczyn na to nabrał, bo co jak co, ale Kayle nie był niewiniątkiem.
- A co robisz?
- Naleśniki. - poinformował z szerokim uśmiechem.
Fray zdecydowanie za często się uśmiechał, a ja mu zazdrościłam, chciałabym też mieć taki szeroki uśmiech, a on po tylu przejściach potrafi cieszyć się z życia. Ah no tak, bo on był parę razy w więzieniu i też parę razy był oskarżony ale nigdy nie stracił poczucia humoru. Przeważnie siedział za kradzieże i bójki, które doprowadzały do śmierci. Tak... Ja też zastanawiam się jak mogę siedzieć normalnie w domu mordercy, który za samo zabójstwo siedział 2 miesiące. Wiem, jednak że on nie zrobi mi krzywdy, jesteśmy przyjaciółmi.
- Nad czym myślisz? - zainteresował się siadając na przeciwko i podsuwając mi pod nos talerz z naleśnikami.
- Tyle razy byłeś w pace, a pomimo tego poczucie humoru Cię nie opuszcza, jak ty to robisz?
- Życie byłoby nudne, bez żadnego szaleństwa. Siedziałem w więzieniu bo przeżyłem przygodę, zrobiłem coś szalonego i dzięki temu mam dużo wrażeń, więc mam powody do uciechy. - powiedział. - Ty też. Przecież byłaś w domu Paris Hilton.
Zaśmiałam się.
- No tak, masz rację. Dzięki.
A potem zabraliśmy się do jedzenia. W między czasie żartowaliśmy się i śmieliśmy. Po śniadaniu Kayle zawiózł mnie pod dom.
- Dzięki. - powiedziałam.
Chciałam pocałować go w policzek, ale tak się stało że on specjalnie odwrócił głowę i trafiłam w usta.
- Teraz nie ma za co. - zaśmiał się. - Miłego dnia.
- Tobie również. - powiedziałam z uśmiechem.
Nie wysiadłam jeszcze z auta. Chciałam go jeszcze raz posmakować. Oboje odwróciliśmy do siebie i twarzy i złączyliśmy usta. Tak, pocałunków też mi brakowało.
- Pa.
Teraz dopiero wysiadłam i skierowałam się do domu, w salonie czekała już na mnie mama by poinformować jaka to jestem nieodpowiedzialna i ochrzanić że nie wróciłam do domu.
- Nicky! Dziecko, jak ja się martwiłam! Sam wróciła na noc do domu, a Ciebie nie było! Mogłaś chociaż zadzwonić, że zostajesz na noc w klubie! To było bardzo nieodpowiedzialne z Twojej strony! - krzyczała. - A teraz... Hm, chcesz coś zjeść?
- Nie jestem głodna. - mruknęłam. Nie mogłam powiedzieć, że już jadłam bo inaczej wydałby się, że nocowałam u kogoś. - Pójdę się przebrać.
W momencie gdy pojawiłam się na schodach zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się twarz Chloe.
- Hej zdziro! - krzyknęła. - Jak tam noc u Kayla?
- Co? Skąd wiesz?!
- Widziałam jak wychodziliście z klubu. A po za tym wiesz że ja naprawdę myślę, że on na Ciebie leci?
- Niemożliwe. - stwierdziłam. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Jasne. Masz dzisiaj czas? Mogłybyśmy wybrać się na zakupy. Mike też chce.
Słyszałam w słuchawce głosy Mike'a.
- On jest u Ciebie?! - zaśmiałam się. - Rany, nie wiedziałam, że wy ten coś tego.
- OK.
Rozłączyłam się i poszłam do swojego pokoju. Sam wtulała się w poduszkę i słodko spała. Nie chcąc jej budzić wyciągnęłam z szafy biały top osłaniający pół brzucha i krótkie jeansowe spodenki a na nogi założyłam conversy, zabrałam z półki czarne okulary i poszłam do łazienki zrobić nowy makijaż. A potem zeszłam na dół. Mama ćwiczyła właśnie na xboxie.
- Wychodzę - poinformowałam. - Idę spotkać się z... - nie mogłam powiedzieć, że Chloe, bo by mnie nie wypuściła. No dalej wymyśl coś. - Z Shannon.
- W porządku, ale wróć na obiad.
Zgodziłam się i wyszłam z domu. Do centrum nie miałam za daleko. Musiałam przejść przez najpierw przez wielki park na przeciwko mojego domu, a potem przejść obok boiska, między domami i właściwie jestem już w parku którym mamy się spotkać. To jest może z 10 minut drogi, także na pewno spóźnię się, ale nie szkodzi.
- Nicky? - odwróciłam się i zobaczyłam Gusa, mojego byłego. - Nie siedzisz w pudle?
- Nie Twój interes. - warknęłam.
Tak czy inaczej po naszym zerwaniu w dość kiepskim stylu nie odzywaliśmy się do siebie. Kilka dni później Gus już umawiał się z Sierrą, moim największym wrogiem i z tego czego mi wiadomo to są dalej ze sobą. A jak się dowiedziałam w sądzie rok temu osobą która nas wydała była właśnie Sierra Dragon.
- Spokojnie. - mruknął. - Co tam u Ciebie?
- To również nie Twój interes, a teraz wybacz śpieszę się.
Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem udałam się w stronę blondynki, którą widziałam już z daleka. Nad nią stał wysoki blondyn - Mike. Co tego, że właściwie zanim do nich doszłam ponownie zostałam zatrzymana przez tego frajera.
- Nie powinnaś mnie tak traktować, nie zasłużyłem na to. - warknął.
Wybuchnęłam śmiechem, ktoś mi powie jak mogłam umawiać się z takim debilem?!
- Jak ty na to nie zasłużyłeś to ja nie siedziałam w pace. - powiedziałam przez śmiech.
W tamtej chwili podeszli do nas Chloe i Mike.
- Czyli jednak dalej zadajesz się z tą bandą przestępców - mruknął, dosyć nieprzyjaźnie.
- Czy ten kretyn Cię niepokoi Nicky? - spytał Mike, olewając poprzednie słowa Gusa.
- Trochę.
Uśmiechnęłam się. Boostriged (Mike) wymierzył w twarz chłopakowi. Gus zwinął się z bólu. A ja w podziękowaniu przytuliłam przyjaciela. Potem nie zwracając już więcej uwagi na tego popieprzonego chuja poszliśmy na zakupy. Nie myślałam jednak, że ktoś będzie na nas tam czekał...
poniedziałek, 25 maja 2015
Rozdział pierwszy
Hej, bo chciałam tylko powiedzieć, że
blog jest inspirowany filmem pt.: "Bling Ring" ;3
Ogólnie to miała być taka moja własna 2 część
pozmieniałam jednak bohaterów itd.
A co do rozdziału to trochę krótki, ale postaram się,
żeby kolejne były dłuższe ;p
-----------------------------------------------
To było jak uderzenie gromu. Minął dopiero niecały rok od mojego wyroku, więc możecie sobie wyobrazić jakie było moje zdziwienie kiedy przed moją celą zjawiła się Kelly Morgan, moja adwokat. „Idziemy”, rozkazała. „Że niby gdzie idziemy?”, spytałam samą siebie w myślach i udałam się za kobietą. Przed wyjściem podała mi normalne ubrania. Przebrałam się w szatni i wyszłam, naprawdę wyszłam. Wyszłam z więzienia. Poczułam świeży podmuch wiatru i zrozumiałam że jestem wolna.
- Nicky! - zawołał Kayle. - Po co tu przyszłaś? Myślałem że chociaż ty masz tyle rozumu, żeby pierwszego dnia po wyjściu z paki nie pokazywać się publicznie. Gliny się tutaj często kręcą.
- Wyganiasz mnie? - uśmiechnęłam się. - Daj spokój, przecież przyszłam się tylko pobawić.
Kayle był wysokim, niezwykle przystojnym blondynem i miał wiele wielbicielek, był także współwłaścicielem tego klubu, bo takim zupełnym właścicielem był Ricky. Ogólnie to Kayle był moim przyjacielem, przed wszystkimi kradzieżami należał do naszej paczki, ale tak się złożyło że po zerwaniu z cudowną szmatą Rebeccą zupełnie odciął się od naszego towarzystwa, tyle że od czasu do czasu normalnie rozmawialiśmy.
blog jest inspirowany filmem pt.: "Bling Ring" ;3
Ogólnie to miała być taka moja własna 2 część
pozmieniałam jednak bohaterów itd.
A co do rozdziału to trochę krótki, ale postaram się,
żeby kolejne były dłuższe ;p
-----------------------------------------------
To było jak uderzenie gromu. Minął dopiero niecały rok od mojego wyroku, więc możecie sobie wyobrazić jakie było moje zdziwienie kiedy przed moją celą zjawiła się Kelly Morgan, moja adwokat. „Idziemy”, rozkazała. „Że niby gdzie idziemy?”, spytałam samą siebie w myślach i udałam się za kobietą. Przed wyjściem podała mi normalne ubrania. Przebrałam się w szatni i wyszłam, naprawdę wyszłam. Wyszłam z więzienia. Poczułam świeży podmuch wiatru i zrozumiałam że jestem wolna.
- Teraz wrócisz do domu, mama już nie może się doczekać. – oznajmiła Kelly.
Czułam napływające łzy wzruszenia i pragnęłam podziękować za wszystko Morgan, ale nie mogłam bo łzy odebrały mi mowę. W końcu dojechaliśmy do domu. W progu drzwi stała już mama i Sam, oraz moja młodsza siostra Emily. Wybiegłam z auta Kelly i rzuciłam się mamie na szyję. To niesamowite uczucie, znów je wszystkie zobaczyć, stać przed domem i być całkiem wolną. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca w dużym salonie.
- Nicolette, teraz już jesteś wolna. Udało mi się przekonać sąd i tamtych że jesteś niewinna, co nie było rzeczą łatwą bo widać było Cię przecież na nagraniu. Twoją koleżankę Chloe Montez również dzisiaj wypuszczono. Chciałabym Nicky, żebyś nie mieszała się już w sprawy z policją. – mówiła. – To dla Ciebie ogromne niebezpieczeństwo, masz od teraz nieczyste akta i każda akcja może sprowadzić na Ciebie kłopoty. Zajmij się karierą, w porządku?
- Tak. – stwierdziłam. – Dziękuję za wszystko.
- Nie ma za co. W końcu taka moja praca. – uśmiechnęła się lekko. – Miłej wolności.
A potem ścisnęła wszystkie dłonie i wyszła. W salonie nastała niepokojąca cisza, najprawdopodobniej spowodowana tą moją długą nieobecnością.
- Jesteście głodne? – spytała mama, by przerwać niezręczny moment i uśmiecha się.
- Tak. – odpowiedziałyśmy chórem.
- Więc zrobię gofry, Nicky idź odpocząć, nie wyglądasz najlepiej.
Kiwnęłam głową i udałam się do góry do pokoju, który dzieliłam i dalej dzielić będę z Sam. Sam jest moją najlepszą przyjaciółką i znamy się od 3 lat. Moja mama kolegowała się z jej mamą, która była narkomanką alkoholiczką i w końcu bardzo jej odbiło i umarła, więc przygarnęliśmy Sam. To moja jedyna prawdziwa przyjaciółka. Rzuciłam się na łóżko. Ten niecały rok to był najgorszy rok mojego życia. Jak mogłam być taką kretynką i kraść? Pieprzona Rebecca. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy… Tylko skąd mogłam to wiedzieć?! Jakie Sam miała szczęście, że jej nie złapała żadna kamera. Dlaczego ja nie mogłam mieć takiego szczęścia? Sięgnęłam do szafy, było w niej dużo rzeczy kupionych za skradzione pieniądze. Na sam ich widok chciało mi się rzygać, ale przecież nie mogłam ich wyrzucić bo były takie ładne. Jedyne do czego nie straciłam chęci i podziwu podczas siedzenia w pace to były ciuchy i imprezy. Tęskniłam za nimi.
- Hej, jak tam? – przez drzwi weszła Sam.
- Odkąd opuściłam tamto miejsce, to o wiele lepiej. – posłałam jej uśmiech. – Idziemy dzisiaj na imprezę?
- Kelly mówiła przecież żebyś się w nic nie pakowała.
- Chodzenie na imprezy to przecież nie żadne przestępstwo. – mruknęłam i wciągnęłam z szafy czarny top i krótkie spodenki. – Naprawdę Sam. – utwierdziłam ją w moim przekonaniu widząc jej niepewną miną. – Ale jeśli nie chcesz to pójdę sama.
- Nie zostawię Cię samej, nie tym razem. Nie wytrzymam jeśli znów będę musiała Cię stracić.
Rzuciła się na mnie i przytuliła, odwzajemniłam gest. Bardzo mi jej brakowało, bardzo. Gdy odrywamy się od siebie Sam wyciągnęła ze swojej szafy, obcisłą czarną sukienkę. Potem zrobiłyśmy sobie makijaż i udałyśmy się na dół.
- Mamo! – zawołałam. – Idziemy na imprezę!
Mama natychmiastowo pojawiła się w pokoju. Patrzyła na nas niepokojącym wzrokiem. Jasne, że ona nie chce żebyśmy gdziekolwiek się udali, boi się że popadnę ponownie w jakieś złe towarzystwo. Ale wcale nie zamierzałam nikogo poznawać. W ciągu tego roku, w tym okrutnym miejscu jakim jest więzienie nauczyłam się wielu rzeczy, po pierwsze na przykład, że Rebecca to szmata, że kradzież to nie jest fajne zajęcia i nauczyłam się jeszcze jak bardzo kocham mamę, Sam i Emily. A żeby poczuć się naprawdę wolną potrzebuję tej imprezy, muszę trochę wyluzować po roku nic nie robienia.
- Nie wpakuję się w kłopoty, obiecuję. – mówiłam. – Chcę się pobawić, mamo.
- W porządku. Sam miej na nią oko. Dobrze?
Czułam napływające łzy wzruszenia i pragnęłam podziękować za wszystko Morgan, ale nie mogłam bo łzy odebrały mi mowę. W końcu dojechaliśmy do domu. W progu drzwi stała już mama i Sam, oraz moja młodsza siostra Emily. Wybiegłam z auta Kelly i rzuciłam się mamie na szyję. To niesamowite uczucie, znów je wszystkie zobaczyć, stać przed domem i być całkiem wolną. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca w dużym salonie.
- Nicolette, teraz już jesteś wolna. Udało mi się przekonać sąd i tamtych że jesteś niewinna, co nie było rzeczą łatwą bo widać było Cię przecież na nagraniu. Twoją koleżankę Chloe Montez również dzisiaj wypuszczono. Chciałabym Nicky, żebyś nie mieszała się już w sprawy z policją. – mówiła. – To dla Ciebie ogromne niebezpieczeństwo, masz od teraz nieczyste akta i każda akcja może sprowadzić na Ciebie kłopoty. Zajmij się karierą, w porządku?
- Tak. – stwierdziłam. – Dziękuję za wszystko.
- Nie ma za co. W końcu taka moja praca. – uśmiechnęła się lekko. – Miłej wolności.
A potem ścisnęła wszystkie dłonie i wyszła. W salonie nastała niepokojąca cisza, najprawdopodobniej spowodowana tą moją długą nieobecnością.
- Jesteście głodne? – spytała mama, by przerwać niezręczny moment i uśmiecha się.
- Tak. – odpowiedziałyśmy chórem.
- Więc zrobię gofry, Nicky idź odpocząć, nie wyglądasz najlepiej.
Kiwnęłam głową i udałam się do góry do pokoju, który dzieliłam i dalej dzielić będę z Sam. Sam jest moją najlepszą przyjaciółką i znamy się od 3 lat. Moja mama kolegowała się z jej mamą, która była narkomanką alkoholiczką i w końcu bardzo jej odbiło i umarła, więc przygarnęliśmy Sam. To moja jedyna prawdziwa przyjaciółka. Rzuciłam się na łóżko. Ten niecały rok to był najgorszy rok mojego życia. Jak mogłam być taką kretynką i kraść? Pieprzona Rebecca. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy… Tylko skąd mogłam to wiedzieć?! Jakie Sam miała szczęście, że jej nie złapała żadna kamera. Dlaczego ja nie mogłam mieć takiego szczęścia? Sięgnęłam do szafy, było w niej dużo rzeczy kupionych za skradzione pieniądze. Na sam ich widok chciało mi się rzygać, ale przecież nie mogłam ich wyrzucić bo były takie ładne. Jedyne do czego nie straciłam chęci i podziwu podczas siedzenia w pace to były ciuchy i imprezy. Tęskniłam za nimi.
- Hej, jak tam? – przez drzwi weszła Sam.
- Odkąd opuściłam tamto miejsce, to o wiele lepiej. – posłałam jej uśmiech. – Idziemy dzisiaj na imprezę?
- Kelly mówiła przecież żebyś się w nic nie pakowała.
- Chodzenie na imprezy to przecież nie żadne przestępstwo. – mruknęłam i wciągnęłam z szafy czarny top i krótkie spodenki. – Naprawdę Sam. – utwierdziłam ją w moim przekonaniu widząc jej niepewną miną. – Ale jeśli nie chcesz to pójdę sama.
- Nie zostawię Cię samej, nie tym razem. Nie wytrzymam jeśli znów będę musiała Cię stracić.
Rzuciła się na mnie i przytuliła, odwzajemniłam gest. Bardzo mi jej brakowało, bardzo. Gdy odrywamy się od siebie Sam wyciągnęła ze swojej szafy, obcisłą czarną sukienkę. Potem zrobiłyśmy sobie makijaż i udałyśmy się na dół.
- Mamo! – zawołałam. – Idziemy na imprezę!
Mama natychmiastowo pojawiła się w pokoju. Patrzyła na nas niepokojącym wzrokiem. Jasne, że ona nie chce żebyśmy gdziekolwiek się udali, boi się że popadnę ponownie w jakieś złe towarzystwo. Ale wcale nie zamierzałam nikogo poznawać. W ciągu tego roku, w tym okrutnym miejscu jakim jest więzienie nauczyłam się wielu rzeczy, po pierwsze na przykład, że Rebecca to szmata, że kradzież to nie jest fajne zajęcia i nauczyłam się jeszcze jak bardzo kocham mamę, Sam i Emily. A żeby poczuć się naprawdę wolną potrzebuję tej imprezy, muszę trochę wyluzować po roku nic nie robienia.
- Nie wpakuję się w kłopoty, obiecuję. – mówiłam. – Chcę się pobawić, mamo.
- W porządku. Sam miej na nią oko. Dobrze?
- Oczywiście. – zgodziła się
przyjaciółka.
Jeszcze raz obiecałam mamie że w nic się nie wpakuje i razem z Sam
wyszłyśmy z domu. Do naszego ulubionego klubu nocnego jest stąd dość daleko
więc zamówiłyśmy taksówkę. „Club Devil” jest na końcu Los Angeles więc chwilę
jechaliśmy aż zalazłyśmy się na miejscu. W środku roiło się jak zwykle od wielu
znajomych osób. Wśród nich znalazła się także Chloe i Mike, którzy kradli jak
ja i siedzieli. - Nicky! - zawołał Kayle. - Po co tu przyszłaś? Myślałem że chociaż ty masz tyle rozumu, żeby pierwszego dnia po wyjściu z paki nie pokazywać się publicznie. Gliny się tutaj często kręcą.
- Wyganiasz mnie? - uśmiechnęłam się. - Daj spokój, przecież przyszłam się tylko pobawić.
Kayle był wysokim, niezwykle przystojnym blondynem i miał wiele wielbicielek, był także współwłaścicielem tego klubu, bo takim zupełnym właścicielem był Ricky. Ogólnie to Kayle był moim przyjacielem, przed wszystkimi kradzieżami należał do naszej paczki, ale tak się złożyło że po zerwaniu z cudowną szmatą Rebeccą zupełnie odciął się od naszego towarzystwa, tyle że od czasu do czasu normalnie rozmawialiśmy.
niedziela, 24 maja 2015
Prolog
Rok wcześniej
Nie mogę w to uwierzyć! To naprawdę się stało. Dzisiaj, zaraz mam stanąć przed sądem razem z Chloe, Rebbecą, Mike'iem, Marciem i Robertem. Miałam zostać osądzona o kradzież, której faktycznie dokonałam. Tyle, że mogłam się domyślić! Mogłam ogarnąć że kamery mogą nas przyłapać. Jak można być taką kretynką?!
- Masz szczęście. - powiedziałam do Sam.
- Szkoda że ty nie.
Uśmiechnęłam się smutno. Byłam prawie pewna, że uznają mnie winną, chciałabym się pomylić... Wsiadłyśmy do auta mamy i udaliśmy się pod sąd. Było tam pełno kamerzystów i dziennikarzy. Trudno było więc przepchać się do wejścia bez pytań i zdjęć.
- Mów prawdę Nicky. - pouczyła mnie jeszcze adwokat. - Będę walczyć o jak najniższy wyrok dla Ciebie.
Kiwnęłam głową na znak zgody. Bliska płaczu weszłam na salę rozpraw i zajęłam miejsce obok Marca i Rebbecy (głupia suka).
"Nicolette Moor uznana winną jednokrotnego włamania, skazuję Cię na rok więzienia"
Rok?!
Przecież nie możliwe, żebym przeżyła tam rok.
Z płaczem żegnam się z Sam, Emily i mamą a następnie wraz z policjantami udaję się do radiowozu. Właśnie zostałam pozbawiona wolności. Na cały, calutki rok. Że ten przyszło mi kraść!
- Masz szczęście. - powiedziałam do Sam.
- Szkoda że ty nie.
Uśmiechnęłam się smutno. Byłam prawie pewna, że uznają mnie winną, chciałabym się pomylić... Wsiadłyśmy do auta mamy i udaliśmy się pod sąd. Było tam pełno kamerzystów i dziennikarzy. Trudno było więc przepchać się do wejścia bez pytań i zdjęć.
- Mów prawdę Nicky. - pouczyła mnie jeszcze adwokat. - Będę walczyć o jak najniższy wyrok dla Ciebie.
Kiwnęłam głową na znak zgody. Bliska płaczu weszłam na salę rozpraw i zajęłam miejsce obok Marca i Rebbecy (głupia suka).
*****
Rozprawa dobiegła końca.
Jestem winna.
Winna.
Winna.
Winna.
Głos sądu echem odbijał się w mojej głowie. Jestem prawie pewna, że nie tylko w mojej."Nicolette Moor uznana winną jednokrotnego włamania, skazuję Cię na rok więzienia"
Rok?!
Przecież nie możliwe, żebym przeżyła tam rok.
Z płaczem żegnam się z Sam, Emily i mamą a następnie wraz z policjantami udaję się do radiowozu. Właśnie zostałam pozbawiona wolności. Na cały, calutki rok. Że ten przyszło mi kraść!
Subskrybuj:
Posty (Atom)